Notjustshop

Aleksandra Rzewuska (AR): Poznaliśmy się podczas warsztatów programu Ambasador Ligi Odpowiedzialnego Biznesu. Wtedy na jednym z podwieczorków przy CSR opowiadałeś o swoim pomyśle na działanie społeczne jakim jest NOTJUSTSHOP. Jak sama nazwa wskazuje to nie tylko sklep, ale…?

Łukasz Kaliciński (ŁK): Zawsze mam kłopot, aby wytłumaczyć co to właściwie jest. W Polsce kiedy opowiadam o NOTJUSTSHOP mam z tym troszeczkę problemu. Co to jest social business, jak to właściwie działa? Kiedy zaczynam od tego, czym się zajmuje NJS (NOTJUSTSHOP – przyp. aut.), to wszyscy zastanawiają się – „Znaczy to jest fundacja, tak?”. Na świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych nie ma z tym kompletnie problemu. Mówię wtedy, iż działamy w oparciu o model, który np. wymyśliło sobie Toms Shoes[1], a więc biznes, który służy wyższym celom, a pieniądze które ten biznes zarabia są potrzebne tylko po to, aby te wyższe cele realizować. Wszyscy to od razu rozumieją. W Polsce „wsadzają nas” do worka z napisem „fundacja”. Ale to się zmienia. Kiedy zaczynaliśmy swoją historię związaną z NJS to mówiłem, że jesteśmy właściwie pierwszym i jedynym miejscem - sklepem, który funkcjonuje w oparciu o zasady odpowiedzialnego biznesu. Jeśli chodzi o NJS, to tak jak nazwa wskazuje nie jest to tylko sklep, ale praktycznie rzecz biorąc akcja, takie trzecie miejsce jak to się określa w marketingu, gdzie można dotknąć świata biznesowego, a równocześnie poczuć, że jest to coś znacznie ważniejszego. Biznes jest dla mnie tylko i wyłącznie narzędziem do realizacji celów. Tak jak nóż, którym można komuś zrobić krzywdę, a tym samym nożem można pokroić kromkę chleba, posmarować masełkiem i podać komuś, kto jest głodny. My wykorzystujemy narzędzie, jakim jest biznes, do tego właśnie żeby tę kromkę posmarować i komuś najzwyczajniej w świecie pomóc. Dlaczego biznes, a nie fundacja? Może się komuś narażę, ale ja bardzo wierzę w biznes, który jest miejscem skupiającym najzdolniejszych ludzi, najbardziej zaangażowanych, najlepszych na rynku i w swojej dziedzinie. To biznes wytycza ścieżki. To biznes jest najlepszym narzędziem do tego, aby ten świat zmieniać. My akurat wykorzystujemy ten biznes do tego, żeby poprawiać życie dzieciakom. Najczęściej są to dzieciaki. Współpracujemy  z dzieciakami takimi jak maluchy z hospicjów, maluchy z domów dziecka, maluchy niewidome. Wpadamy do nich, realizujemy jakiś projekt, który kończy się tym, że oto mamy produkty. Chcieliśmy, aby te produkty mogły konkurować spokojnie z innymi markami, żeby były to pełnowartościowe rzeczy, które można nosić na co dzień. Wtedy dzieciaki czują, że tworzą coś, co jest ok i sprzedają to. Robią to nie dlatego, że są niewidome, z hospicjów, tylko dlatego że stworzyły coś fajnego. Podsumowując ten e-laborat jednym zdaniem, to mamy takie motto, które mówi: „zmieniamy tych, którzy potrzebują pomocy, na tych którzy tę pomoc dają innym”. Mamy oto niewidome maluchy, robimy razem z nimi fajne projekty graficzne, które umieszczamy na koszulkach. Koszulki są sprzedawane, często są współprodukowane z mamami z potrzebujących rodzin. Na końcu mamy pieniądze na to, aby pomagać następnym dzieciakom.

AR: Współpracujecie i współpracowaliście z różnymi znanymi partnerami. Jak udaje się Wam angażowanie różnych osób wokół tej akcji?

ŁK: Zacznijmy od tego, że robimy coś, co jest inne. Jednak, gdybym miał odpowiedzieć na to pytanie, to…nie wiem. Wszystko to, co robimy, wypływa z serducha. Z głowy dopiero później. Jeżeli jest osoba, która tworzy takie coś jak NJS, ma serducho. I tutaj mówię może i nawet nieskromnie o sobie. Jeżeli jest taka osoba, która tworzy taką organizację i robi to z potrzeby serca, później włącza w to głowę i zastanawia się jak to wszystko ułożyć, no to każda osoba, która dołącza do zespołu też musi współdzielić tę potrzebę serducha. Kiedy ta pasja jest na samym początku, to ona się udziela innym ludziom. Może właśnie to powoduje, że nam się wiele rzeczy udaje zrobić. My nie kombinujemy. Mając dobrze zorganizowany biznes plus serducho, zarażamy. Biorąc przykład akcji „Zakolorowani” powiedzmy dlaczego udało nam się wokół niej skupić tak wiele znanych osób – kilkadziesiąt ludzi z pierwszych stron gazet, z pierwszych czołówek list przebojów, z czołówek świata internetów, czołówek świata sportu.  Dlatego, że to było proste. Im prościej, tym lepiej. Jeżeli robimy jakąkolwiek akcję, projekt, to starajmy się, aby dla użytkownika albo dla osoby, która ma w niego wejść był jak najprostszy. Kliknięcie jednego przycisku, powiedzenie jednego słowa. Wymyśliliśmy sobie akcję, która polegała na tym, aby pomóc dzieciakom niewidomym, kupić im drukarkę i pytamy się np. Magdy Steczkowskiej, czy możemy zrobić z Panią kolorowankę. Nie musi Pani nic robić, przesyłać nam zdjęć. Wystarczy, że powie Pani – Ok. Dużo łatwiej jest nam przekonać kogokolwiek do siebie, jeśli to jest proste, zrozumiałe.

AR: Jak Twoja inicjatywa wpisuje się w ideę społecznej odpowiedzialności biznesu?

ŁK: Kiedyś ktoś powiedział – Łukasz! Wy nie robicie CSR-u, Wy jesteście CSR-em. Mamy firmę, której celem działania jest to, żeby zmieniać świat na lepsze. I ona wykorzystuje sposób swego działania, po to aby tę misję realizować, to właśnie to jest odpowiedź na twoje pytanie. To jest właśnie społeczna odpowiedzialność biznesu na całego.

AR: Rozwijacie się, co znacząco widać na Waszej stronie internetowej oraz portalach społecznościowych. Jakie są Twoje plany na przyszłość firmy? Czego mogą oczekiwać klienci NOTJUSTSHOP?

ŁK: Marka NJS przechodzi mocne przeobrażenie. Okazuje się, że bardzo wiele dobrego możemy zrobić współpracując np. z klientami biznesowymi, fundacjami. Firma NJS istnieje i będzie istniała, natomiast okazuje się, że to co robimy i sposób w jaki to robimy wpisuje się w CSR, w holokrację, w turkusowy model zarządzania firmą, ale przede wszystkim jest to odpowiedź na pewną realną potrzebę dużych firm, dużych partnerów, fundacji. (…) Jesteśmy taką „not just agencją marketingową”. Agencją, która misje ma zawsze tą samą, czyli na końcu zawsze chodzi o to, aby pomagać. Ale tym razem jako agencja marketingowa robimy to nie sami, nie solo, ale potrafimy wciągnąć w to dużych partnerów, którzy mają pieniążki, ale może nie do końca mają fajne pomysły, jak można je wykorzystać. Nagle pojawia się grupa wariatów z NJS i wymyśla coś fajnego. I uruchamia te pieniążki, aby robić coś na skalę nie mikro, ale makro. Jeżeli chodzi o przyszłość działania, to widzę tu coś na kształt butiku. Jakbyśmy mieli przenieść się w przyszłość i zobaczyć jak wygląda NJS, to wyglądałby on jako sieć miejsc – butików rozsianych na terenie całego świata, w których można kupić produkty wytwarzane dzięki akcjom, które prowadzi NJS z partnerami lub solo. Są to biura połączone ze sklepem, z  kawiarnią, gdzie można wejść i poczuć się członkiem naszej drużyny. Mają to być fajne miejsca z ładnymi przedmiotami, ale nie takimi ślicznie wyrzeźbionymi przez drukarkę 3D. Ładny przedmiot to taki, który może opowiedzieć jakaś historię. I wyobraź sobie, że mamy taki butik, w którym możemy jak w galerii stanąć naprzeciwko każdej koszulki, każdego plecaka i możemy opowiadać o tym godzinami jak to dzieło powstawało, dlaczego zostało w ogóle zrobione. To jest kwintesencja tego co robimy i tego, co bym chciał, abyśmy cały czas robili. Gdybyśmy mogli stworzyć miejsca, które potrafią to „dlaczego” opowiadać, to to jest właśnie cel naszego działania. Na razie jesteśmy w internecie, później zaczniemy wychodzić poza internet, tworzyć agencję marketingową. Cały czas wisi nad nami jedna i ta sama lampka mówiąca - robicie biznes, który zmienia świat na lepsze.



wróć
facebook
newsletter


zapisz się